Hej!
Nie, Kochani, ten tytuł to nie pomyłka :D Może w obliczu nadchodzących upałów nie jest to dobra pora na pokazywanie czapki, ale nauczona w poprzednich latach nie chcę obudzić się z ręką w nocniku. Tym razem to ja chcę zaskoczyć zimę! :D Dlatego robię zimowe komplety, bo ja uwielbiam mieć milion czapek. Po prostu lubię nosić czapki, a chyba jeszcze bardziej lubię je tworzyć. To co jest w sklepach zazwyczaj średnio mi się podoba, a poza tym średnio interesuje mnie szara masa. Ja muszę mieć kolorowe czapki, z pomponami, jakieś takie odjechane. Może ta z dzisiejszej notki nie jest multikolorowa, za to ma inne zalety :D
Ostatnio pełzałam po pewnej lubelskiej ulicy, na której nie da się przejść bez gazu w ręku. Uciekałam przed rozwrzeszczanym kibicem pewnej piłkarskiej drużyny i wpadłam do lumpeksu. Nie spodziewałam się, że coś tam znajdę, bo ubrania dosłownie wylewały się na ulicę i ciężko było grzebać. Aż nagle zauważyłam wanienkę, w której roiło się od włóczek. Zanurzyłam się w niej niczym w Myślodsiewni i zaczęłam grzebać. Znalazłam dwa komplety nowych włóczek Crelando i wśród nich były dwa motki pomarańczowej przędzy (razem 200g). Początkowo nie chciałam robić czapki, ale niestety, na większe wytwory włóczki było za mało. Chwyciłam więc za szydełko 12mm i wydłubałam prostokąt, z którego zrobiłam wielką i grubą czapę:
Niestety, nie jestem w stanie Wam powiedzieć, co to dokładnie za włóczka. Na etykiecie była tylko waga i przepis prania :( Oba motki kosztowały 8 zeta.
Ale, ale! Pracowało mi się z nią wybornie :) Dawno tak dobrze (i szybko!) mi się nie szydełkowało :)
A tu gratisowe zdjęcie z Miśkiem. Nie popatrzył w obiektyw, bo zainteresował go intruz za oknem :D
Jak Wam się podoba moja czaposza? Tworzycie już coś na zimę? :)
poniedziałek, 6 czerwca 2016
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)